niedziela, 14 grudnia 2014

Masakra

Nie mogę się spiąć w klamrach dnia. Zachłyśnięta stanowiskiem "mamy" pogubiłam się w zwykłym BYCIU. Całe dnie spełniam czyjeś potrzeby.

1. Organizacja. 


Budzę się w świetnym nastroju. Nawet ładnie wyglądam. Uśmiecham do siebie w lustrze. Raz - dwa śniadanie, dzieci naszykowane, zaprowadzone do przybytków edukacyjnych. Dom w godzinę zamieniony w błysk. Co tam do zrobienia? zrobione! 




Klap na fotel. Mąż w pracy lub mąż gapi się w tvn24/telefon/facebook/gra na gitarze... hmm kłótnia wisi w powietrzu? ("no bo przecież jak to? czy nie widzi jaka dziś ładna, zorganizowana, wspaniała???" - nie widzi...)
Zrąbany humor. Chwila! - mam czas dla siebie (maseczka, ćwiczenia), hobby (całe pudło materiałów do tworzenia, maszyna do szycia), naukę(angielski, niemiecki, prawo jazdy), szukanie pracy (bo prócz zajęć dorywczych od urodzenia trzeciego dziecka nie mogę znaleźć stałej), czytanie (bo lubię) blogowanie (bo lubię pisać)... Jakie dziś własne potrzeby spełniłam - prócz zjedzenia śniadania i siku? Spełniłam oczekiwania otoczenia w byciu przykładną mamą, gospodynią, opiekunką, sprzątaczką, wow nawet czasem dobrym człowiekiem się uda... problemem jest to, że nie spełniam/nikt nie spełnia moich potrzeb. Ok. Określ się czego chcesz? Jakie mam potrzeby??? zapomniałam już? nie wiem? Prawdą jest, że po "obsłużeniu" rodziny nie mam ochoty na kreatywność, hobby, spotkania towarzyskie... Nie sprawia mi nic przyjemności. Zmuszać się nie będę... Zaczynam krytykować siebie, samoocena spada i ... 

2. Masakra.
Budzę się i ogarniam dzieci. Wracam do łóżka. Oglądam DDtvn. Coś tam jem. Obiad? Zupa z wczoraj przecież jest. Ubrać się, umalować? po co i tak nigdzie nie idę. Mąż w pracy lub mąż gapi się w telefon/facebook/gra na gitarze... hmm kłótnia wisi w powietrzu? ("no bo przecież jak ja się zachowuję? właśnie dlatego nie ma ochoty ze mną gadać czasem, "chora jesteś? to leż i nie marudź") Może poczytam? Książka nie wciąga. Gapię się w tv/na męża/śpię/gram w odmóżdżające gry na telefonie/tracę czas/umieram...

3. Rozsądek. 
Przecież tak nie można. Trzeba się wziąć w garść. Pobiegam, poćwiczę, ogarnę się... Może zacznie mi się chcieć a potem sprawi mi przyjemność życie, cokolwiek zacznie smakować? A mąż...

1. Organizacja...



Du..! Oto obrazek, który nie występuje w moim filmie:



Dlatego ponownie:
2. Masakra.




3. Rozsądek. 
Niewdzięczna, zobacz ile masz, zdrowa jesteś, masz gdzie mieszkać, co jeść itd... 




I tak do usranej śmierci. Świetna auto psychoanaliza - nie kocham siebie i jestem głupia. 
Wyjedź z kraju i zajmij się odnalezieniem równowagi. 
Albo weź wszystko na klatę i zostań męczennicą. 
Tak źle i tak nie dobrze. 
Dalej jestem głupia. Z tym, że lepiej się czuję i zaraz wpadnę z powrotem do punktu 1.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz