piątek, 17 lutego 2017

Karkówka ole!



W kuchni nic się nie zmarnuje. Resztki musztard, pozostałości po pomidorach suszonych w oleju z pestkami dyni posłużyły na marynatę. Zamówienie na karkówkę było dla męża na godzinę 14. O 12tej pokrojone mięso zostało posmarowane pędzelkiem olejem zalewą z pomidorów i musztardą zmieszaną z majerankiem i innymi przyprawami. Poleżało w lodówce do 13tej. W piekarniku 200stopni piekło się w żaroodpornym piekarniku 1,5 godziny. Na zdjęciu na karkówce widać pomidora suszonego i czosnek. Wyszło znakomite.

sobota, 11 lutego 2017

Fartuszek kuchenny z koszuli

Kiedyś zrobiłam fartuszek z koszuli dla siebie. Był to projekt próbny bardziej do ćwiczenia się w szyciu. Wczoraj, przy sprzątaniu pudła z tkaninami, natknęłam się na koszule - pozostałości towaru z ciucholandu. Mam dwóch smyków zapalonych na gotowanie. Postanowiłam zrobić im męskie fartuszki.


przed

ciach

ciach

ciach ciach



Gotujemy!





niedziela, 8 stycznia 2017

Sarnina

Mąż przyniósł do domu sarnę. Kawałek sarny. Konkretnie szynkę i kulkę.
Przeszukałam google i znalazłam kilka przepisów.
Mięso w kolorze burgundu,pachnie inaczej.
Kulkę pokroiłam na mniejsze gulaszowe części, dusiłam na patelni razem z cebulką i czosnkiem,jałowcem,majerankiem,zielem angielskim,listkami laurowymi przez godzinę... na końcu dodałam pieprz i sól, przełożyłam do zamykanego naczynia żaroodpornego. Dorzuciłam włoszczyznę w słupkach i tak towarzystwo się grzało w 160 stopniach jeszcze dwie godziny w piekarniku. Sprawdzałam czy się nie przypieka za bardzo,czasem podlewałam wrzątkiem odrobinę oraz wytworzonym sosem.
Mięso sarny ma sporo błonek. Sporo pracy było przy czyszczeniu. Szynkę wsadziłam do marynaty na dwa dni.

Marynata:

litr wody
4 łyżeczki soli
1 cebula 
kilka ząbków czosnku
kilka liści laurowych
kilka ziarenek ziela angielskiego
kilka owoców jałowca 
kilka kuleczek kolendry
2 łyżeczki majeranku

Gotujemy. Studzimy, przekładamy mięso. Robimy szynce kąpiel z masażem. Wkładamy do lodówki. Wracamy za dwa dni.
Gotujemy 1,5 litra wody z kilkoma grzybkami. Potem z włoszczyzną ładnie pokrojoną, listkami, zielem i jałowcem oraz kolendrą (dodałam po kilka). Jak się zacznie gotować to:
Sarnę wyjmujemy z zalewy, kroimy na plastry "kotletowe". Pudrujemy mąką i obsmażamy krótko na patelni.
Wrzucamy do garnczka.
Gotujemy. Z dwie godziny. Zaglądamy i smakujemy. Sól, pieprz. Jak trzeba jeszcze podgotować gotujemy. Mięsożercy powinni być zadowoleni.

Najlepiej smakuje z ziemniakami lub kaszą. Czerwone wino.




niedziela, 30 października 2016

Zupa dyniowa, chleb dyniowy. Pachnie na całą klatkę schodową...

Dziś miałam publiczność przy gotowaniu zupy dyniowej - parafianie z placu pod kościołem ;) Ciekawe co sobie myśleli patrząc na kobietę krojącą z uporem coś na blacie, którego z dołu nie widzieli ;) Na blacie była maltretowana: dynia. Do miękkości gotowana i zblendowana. Ziemniaki, cebulka mała, duży ząbek czosnku, sól, pieprz, imbir, gałka muszkatołowa, szafran.
Potem bzzzzbzzyb śmietanka gęsta i grzanki.
Następny etap - zupa znika.
Nie dodaję do dyniówki marchwi ponieważ bywa słodka aż cierpka. Czasem tylko troszkę startej na dużych oczkach dodaję po zmiksowaniu ale tylko dla dekoracji.
Ziemniaki gotuję osobno w mundurkach. Dynia pokrojona w kostkę, troche wody na równo z dynią w garczku. Dodaję przypraw po szczypcie. Gdybym sypnęła więcej mogłoby się okazać, że danie wyszło niejadalne.

Ale hitem dziesiejszego niedzielnego popołudnia jest chleb razowy upieczony na bazie przepisu z gazety:



Z tym, że dodałam mąkę razową.Zamiast żółty wyszedł taki:




Niestety światła brak do pokazania jak jest ładniejszy niż wyszydł na tym zdjęciu. Wystarczyć musi, że piszę: jest pyszny!!! Lepiej zaczekajcie z krojeniem aż wystygnie.

W międzyczasie starłam marchew w zelmerze. Będzie ciasto marchewkowe i do zupy półprodukt. Lubię te worki z suwakiem.




Znalazłam w sklepie jeszcze takie da dzieci ze słówkami angielskiego Zosia Samosia. U nas w domu: hit.
W planach na dzisiejszy wieczór jest ciasto marchewkowe... Na serial Na Noże zdążyć uda się może.

Jesień

Długo mnie tu nie było. Nie dlatego, że zapomniałam albo nic się ciekawego nie działo. Odwrotnie. Sporo gotuję, imrowizuję. Dużo się dzieje. Mąż gra w serialu, sama często chodzę do nowo otwartej kawiarni, czytam, karmię i ogarniam gromadkę synów.
Nie piszę bloga dla zarobku ani staystyk. Piszę bo tak :)  kiedy chcę, mam ochotę. 
Wrzesień i październik minął na przesiaduwaniu w Puszczyku na Moniuszki 13 oraz drugiej części książki "Błękitne dziewczyny" Ewy Podsiadły Natorskiej - "Nie omijaj szczęścia". Dziewczynom dzieciaki chorują i ciężko się wyrwać wieczorami więc sama albo z najmłodszym chadzamy na spacery i się hartujemy przed zimą. 

"Nie omijaj szczęścia"

W Puszczyku

W kuchni.
Świeżo po zakupie połowy świnki Pepy. Cały zamrażalnik zapakowany, Zrobiłam pyszne mięsko w słoiku - konserwa z galaretką. Proste, tanie, jakościowe, pyszne. Sporo przepisów już odhaczyłam - zrobione.
Rolowany boczek pieczony, sosy, pulpety, zapiekanki, sałatki. Babeczki, ciasta... Nie wiem jakim cudem w ogóle nie przytyłam. 
Dziś będzie dynia, borowiki, musy owocowe. 

Jestem uzależniona od ciasta francuskiego i robię z niego sporo różnych rzeczy, np: różyczki z jabłkami, różyczki z boczkiem, z pieczarkami itd...


środa, 22 czerwca 2016

#OdkryjSomersby

Miesiąc temu otrzymałam paczkę od Streetcom:




Najpierw przyszła wiadomość: Lord wysłał do Ciebie posłańca z paczką! :)
Poproszono mnie o zebranie opinii na temat Somersby.
Podzieliłam się puszkami z koleżankami, sąsiadkami, sąsiadami oraz najbliższą rodziną.
Najczęściej piję piwa jabłkowe, cydr. Smak Somersby odpowiada mi ponieważ napój ma odpowiedni poziom nagazowania. Z lodem jest wyśmienite. Na letnie imprezy jest w sam raz. Każde inne piwo, szczególnie to niearomatyzowane ciężko się pije w upały. 
osoby, z którymi się podzieliłam również mają podobne opinie. Nie da się nie lubić.
Pierwsze Somersby, jakie piłam, przyniósł do nas parę lat temu kolega męża. Polecał nam to piwo mówiąc, że jest najlepsze. Również i ja polecam #odkryjsomersby :)

poniedziałek, 2 maja 2016

Iłża. Wycieczka z dziećmi

Jej Łza - Iłża 

Zamek ponoć zbudowała okrutna księżna Odosława by ukryć zgromadzony rozbojem majątek. Będąc już osobą starszą weszła na basztę. Było Boże Narodzenie. Potknęła się i spadła. Po jej śmierci szukano skarbu ale nic nie znaleziono.
"Legenda podaje, że kto wejdzie na Górę Zamkową w Boże Narodzenie zobaczyć może otwarte wrota a za nimi wypełnione złotem skrzynie. Jeśli jednak spróbuje przekroczyć wrota zostaje za nimi zamknięty na zawsze. Któregoś dnia na Górę Zamkową zaciągnął swą matkę pewien chłopiec. Było akurat Boże Narodzenie i widok ośnieżonej okolicy był wspaniały. Naraz u podnóża baszty ujrzeli otwartą bramę i błysk kosztowności. Kobieta ruszyła w ich kierunku. Gdy już dochodziła do skrzyń usłyszała okropny śmiech i brama zamknęła się na głucho. Na próżno wołała swego synka i próbowała wyjść z otaczającej ją ciemności. W końcu usiadła i tak długo płakała, aż u stóp wzgórza utworzyło się jeziorko. Wypłynął z niego strumyk nazwany przez miejscowych Jej-łzą. Z czasem nazwę ta przejęła rozwijająca się tutaj osada. Potem nazwa uległa zmienia na Iłża. Jest jeszcze inna legenda, choć kończy się podobnie. Pewnego razu, gdy teren Iłży porastała jeszcze puszcza przybyła tu stara królowa i rozkazała na wzgórzu wybudować sobie zamek. Trudno tam było o wodę wywiercono więc w skale bardzo głęboką studnię. Mówiono, że królowa chciała opłakiwać śmierć męża, ale ona wyprawiała wystawne uczy i obmyślała plany pozbycia się znienawidzonej synowej, którą królewicz poślubił wbrew jej woli. W końcu wraz z czarownikiem uknuła okrutną intrygę. Wysłała do młodego króla posłańca, iż tęskni za rodziną i prosi o odwiedziny. Król przybył wraz z małżonką myśląc, że to zakończy niesnaski z matką. Niebawem jednak dostał wiadomość o pilnej naradzie i musiał opuścić zamek, ale na prośbę matki pozostawił przy niej żonę. Teraz zgodnie z planem czarownik rzucił na nią zaklęcie i zamienił w białą kaczkę. W takiej postaci królewna została wrzucona do studni zamkowej. Nieszczęśliwa kaczka tak długo roniła łzy, aż ich potok rozmył skały i wypłynął u stóp wieży jako strumyk. Kaczka również wypłynęła z prądem na powierzchnię a tam anioł odmienił ją z powrotem w dziewczynę i przywiódł wprost w ramiona króla. Wtedy stara królowa została zamieniona w czarną kaczkę a jej goście i słudzy we wrony i kruki. Zamek jej zaś zniszczony został przez wielką nawałnicę i pioruny, tylko wieża się ostała. Strumyk, który wypływa u stóp Góry Zamkowej na pamiątkę królowej, z której łez powstał nazwali ludzie "Jej łza". Z czasem nazwę przerobiona na Iłżę." (http://zamki.res.pl/ilza.htm)




Co roku jeździmy do Iłży ale nie by popłakać ale na organizowane turnieje rycerskie i jarmark.
Jeśli chodzi o oprawę jest fajnie ale sam turniej mało nas wciągał, brakowało większego "szoł". 
Koło gospodyń wiejskich przygotowało pyszne ciasta. Zjedliśmy lody, pospacerowaliśmy. Posiedzieliśmy na murze w słoneczku. Miła to wycieczka. 








Ciacho od gospodyń

Pobawiłam się funkcjami aparatu...